To performer. Wie doskonale 😁
To performer. Wie doskonale 😁
Udanego weekendu 🎶💃🕺🎻
Krużganki zamku górnego w Malborku.
Foto własne.
Ilustracja z sieci. Ernest Knippel, widok Opola z 1852 r.
Ale nie wszyscy się cieszyli. Wekturanci, transportujący konnymi wozami węgiel, mieli duże wpływy w ówczesnym Beuthen, dzisiejszym Bytomiu. Widzieli w kolei konkurencję. Przez ich sprzeciw kolej ominęła miasto, które dopiero w późniejszych latach zostało dołączone do linii Kolei Górnośląskiej.
Kolej Górnośląska, czyli Oberschlesische Eisenbahn stała się arterią, dzięki której rozwijał się górnośląski przemysł i dokonał się skok cywilizacyjny.
22 maja 1842 uruchomiono pierwszy na ziemiach dzisiejszej Polski odcinek kolejowy. Trasa połączyła Wrocław z Oławą. Do października 1846 udało się dokończyć linię aż do nadgranicznych Mysłowic.
Na początku lipca 1937 roku, próbując odbyć lot dookoła świata wraz z nawigatorem Frederickiem Noonanem zaginęła. Do tej pory nie udało się potwierdzić miejsca zaginięcia samolotu i dokładnego losu obojga lotników.
Na zdjęciu Amelia Earhart w marcu 1937
Ale 21 maja 1932 roku pilotowała ona. I leciała sama. Po 14 godzinach i 56 minutach wylądowała w pobliżu Londonderry w Irlandii Północnej.
Amelia Earhart stała się symbolem kobiecej siły i emancypacji. I jako symbol zaangażowała się w walkę o prawa kobiet i o równouprawnienie płci.
Sama Earhart miała dystans do siebie i do swojej transatlantyckiej podróży. Wtedy bowiem nie pilotowała samolotu (był nim Wilmer Stultz, drugim pilotem i mechanikiem był Louis Gordon), była pasażerką. Po wylądowaniu powiedziała, że była jedynie bagażem, jak worek ziemniaków.
Dokonała tego w 1928 roku, rok po locie Charlesa Linbergha (też 21 maja, ale 1927 roku), który jako pierwszy człowiek przeleciał nad Atlantykiem z Ameryki do Europy.
21 maja 1932 roku w miasteczku Harbour Grace na Nowej Funlandii wzbił się w powietrze jednosilnikowy samolot górnopłatowy Lockhed Vega. Za sterami siedziała Amelia Earhart. Była już wtedy słynna jako pierwsza kobieta, która przeleciała Atlantyk.
Dziękuję i nawzajem 😊
Bezgłośnie wzywa pomocy 😉😁
Tak 😀 i urokliwy. Deseń ubioru św. Józefa zwala z nóg 😉
Wesołych Świąt!
Malborski witraż z górnego zamku, foto własne
Owszem, ale najprawdopodobniej pośmiertnie nim został. W meldunku dziennym dot. śmierci i znalezienia ciała nazwano go "Oberst".
Ilustracja z Internetu - pułkownik Walter Herold na niemieckiej pocztówce propagandowej z serii przedstawiającej odznaczonych Krzyżem Rycerskim Żelaznego Krzyża.
Niemcy jeszcze tego samego wieczora rozpoczęli akcję odwetową i zatrzymania. 29 listopada ciało pułkownika Herolda zostało odnalezione przez grupę poszukiwawczą. Był to wstęp do dramatu, który dotknął okolicę.
Zamachowcy odjechali niemieckim samochodem z umierającym Heroldem w stronę Żerosławic i Słupi. Pułkownik po drodze zmarł, partyzanci ukryli jego ciało w lesie.
Ubrani w mundury Wehrmachtu próbowali zatrzymać samochód z niemiecki oficerem, jego adiutantem i kierowcą. Auto się nie zatrzymało. Partyzanci otworzyli ogień, samochód zatrzymał się w rowie. Pułkownik Herold został śmiertelnie postrzelony, a jego towarzysze pojmani.
We wtorkowy poranek 28 listopada 1944 roku, w leżących na południe od Bochni Wieruszycach grupa partyzantów Oddziału Dywersyjno-Bojowego „Jastrzębiec”, dowodzonego przez Stanisława Nowaka „Iskrę” usiłowała uprowadzić pułkownika Waltera Herolda, dowódcę 10 Dywizji Grenadierów Pancernych.
I trzeci uśmiech szczęścia, chyba najcenniejszy dla każdego artysty – dzieła trubadura, przynajmniej niektóre, zachowały się do dziś. Oto przykład w tłumaczeniu i wykonaniu Jacka Kowalskiego ze świetną animacją. Całość urocza!
Jeśli faktycznie tak było, to korzyść była obopólna, bo Marcabru był piewcą rekonkwisty i wypraw przeciw hiszpańskim muzułmanom. Z racji bycia „celebrytą” jego utwory miały niezłą moc propagandową.
Panowie Gaskonii, którym się naraził skazali go na śmierć.
I tu drugi raz uśmiechnęło się szczęście do podrzutka. Jednym z jego protektorów stał się Wilhelm X z Akwitanii, książę i trubadur w jednej osobie. Przypuszczalnie innym admiratorem twórczości Marcabru był Alfons VII, król Leonu.
Był mentorem Marcabru, który poszedł w jego muzyczne ślady.
Marcabru tworzył pastorelle, w których natrząsał się z sobie współczesnych, zwłaszcza z ich chuci i innych popędów. Jego utwory były dosadne i dość obsceniczne. Problem w tym, że cel drwin dobierał ryzykownie.
Jednym z nich był Marcabru, który tworzył w I połowie XII wieku. Pochodził z nizin, był podrzutkiem, który miał mnóstwo szczęścia w życiu.
Po pierwsze zaopiekował się nim i wychował Aldric del Vilar, pan na Auvillar w Okcytani. Nie dość, że możny, to jeszcze trubadur.
youtu.be/2aEHfTf8LzI?...
Na wesołe popołudnie 😊
Średniowieczna muzyka kojarzy się większości z chorałami gregoriańskimi.
Warto jednak pamiętać o trubadurach, którzy w Zachodniej Europie swego czasu byli kimś w rodzaju dzisiejszych celebrytów.
Zgadza się,należy dotrzymywać. Kardynał Cesarini parł do kontynuowania wojny. I efekt był jaki był.
Spytam babci. A serio - zapewne czymś pokryte żelazo.